Powracam do Was po przerwie i od razu muszę Wam pokazać moje cudo- nowiutką kosmetyczkę prosto z Polski <3
Przed świętami przeszukałam chyba całe centrum handlowe w Birmingham w poszukiwaniu wielkiego kuferka na kosmetyki i wierzcie lub nie- nie było NIC fajnego. Żadne Diory, Szanele i inne nie wysilają się by oferować porządne kosmetyczki. A chciałam coś, co posłuży mi na trochę. No i znalazłam w Inglocie taką jak chciałam :) W środku, oprócz miejsca ma również trzy dodatkowe mniejsze kosmetyczki do których można włożyć coś co może się ubrudzić, gdyż są one gumowe i można je ładnie wyczyścić. Raj dla osoby, która uwielbia wszystko segregować takiej jak ja, a trzeba przyznać- jest co układać! 







niedziela, 15 stycznia 2017

Inglot kosmetyczka


I jestem! Jak po Sylwestrze?
Muszę Wam powiedzieć, że stara zasada 'nic nie planuj a i tak będzie dobrze' sprawdziła się w 100%. Zamierzaliśmy siedzieć w domu i ewentualnie objechać miasto rodzinne o godzinie zero, aby popatrzyć na fajerwerki, a wyszło tak, że byliśmy na super domówce z osobami, przy których od paręnastu lat czujemy się zawsze tak samo dobrze :) To miłe, że mamy jeszcze kogoś takiego w naszym mieście, kto przywita nas tak samo jakbyśmy nigdy nie wyjeżdżali, bez zawiści i dziwnych uprzedzeń jak to się innym zdarzało.

W każdym razie jesteśmy już w 2017 roku i jak zwykle mam nadzieję, że będzie on bardziej intensywny w doznania i podróże, ale i bardziej udany niż 2016, choć wiadomo, że w dużej mierze zależy to tylko od nas samych :)


Płaszczyk+nike to ostatnio moje połączenie numer 1 :D









niedziela, 1 stycznia 2017

after party


Wszystkiego Najlepszego dla Was na te Święta :) 
Po prostu- dobra!






niedziela, 25 grudnia 2016

Christmas time



Mama podarowała mi tą książkę jeszcze latem, ale z zastrzeżeniem, że mam przeczytać dopiero jesienią. Jest jesień? Jest. Już po Halloween? Po. Za parę dni święta, a więc to ostatnia chwila, żebym przedstawiła Wam książkę "Ciemno, prawie noc" Joanny Bator, która zdobyła Nagrodę Nike w 2013 roku. 
Może Was zachęcę i zdążycie przeczytać?
Albo kupić pod choinkę ;) 
 

Akcja rozgrywa się w Polsce, w Wałbrzychu u stóp Zamku Książ. Główna bohaterka, Alicja Tabor (ja od razu zwróciłam uwagę TABOR-BATOR, anagram i zaczęło mnie zastanawiać na ile autorka siebie utożsamia z bohaterką i ile z tych koszmarów było rzeczywistymi wydarzeniami w życiu autorki) jest dziennikarką, która przyjeżdża po trzydziestu latach do swojego rodzinnego miasta aby zrobić reportaż o trójce zaginionych dzieci i zmierzyć się z własną przeszłością. Od razu zwracamy uwagę na język- zaskakujące słowotwórstwo, czasem bardzo poetyczny, a czasem wręcz podwórkowy i to chyba przez ten język nie poczułam owych dreszczy o których mówiła mi mama "wiesz jak ta Alicja wchodzi do tego ogrodu... zobacz, zobacz nawet teraz mam dreszcze", a ja ich nie miałam. Bardziej skupiałam się na "kotrupkach, kotojadach i kociumke" i zbiły mnie z pantałyku te słowa obok koszmarnych opisów. Tak potraktowana nie wiedziałam właściwie jak mam czasem reagować.

W Wikipedii możemy przeczytać, że jest to powieść z gatunku kryminału, gotyku, psychologii i horroru, a więc mówi samo przez się, że będzie nieoczywista. Książka ma wiele wątków, opisuje smutne realia polskiego życia- patologiczne rodziny z Wałbrzyskich domów, małomiasteczkowe podejście do ludzi innych wyznań i kultur, kult samowyzwańczego guru Jerzego Łabędzia, jego zwolenników i przeciwników, bluzgi wyjęte z forum internetowego, które męczarnią było czytać, ale na końcu zawsze pojawiała się wiadomość do Alicji od tajemniczego Homara. Był też wątek miłosny, trochę, trzeba przyznać, tandetny. Silna i niezależna kobieta nie potrzebuje przecież faceta, chyba, że do łóżka i to koniecznie po odczytaniu traumatycznego listu o gwałcie siostry..! To wszystko przeplata się z opowieściami o kociarach, duchach przeszłości, które nie dają o sobie zapomnieć, snach Alicji.. książka ma wiele wątków i mimo, że czasem ją odkładałam żeby "przetrawić" to szybko ponownie sięgałam po nią, bo po protu mnie wciągnęła. 
Jedno jest pewne- przeczytam ją po raz drugi, bo ciągle mam wrażenie, że ma ona drugie dno, którego nie udało mi się jeszcze odkryć. Długo po przeczytaniu jej rozmyślałam nad paroma jej aspektami a to znak, że została mi w głowie i na pewno nie jest czymś, co szybko się czyta, a potem nawet nie pamiętasz tytułu. Mimo paru drobnostek uważam, że jest bardzo dobra, autorka stworzyła po prostu klimatyczne dzieło. 


A wiecie co jeszcze? 
Książka doczeka się adaptacji filmowej!

W 2017 roku odbędzie się premiera filmu, którego zrealizowania podjął się Borys Lankosz, a główną rolę zagra Magdalena Cielecka (bardzo trafnie!) i jestem pierwsza w kolejce po bilety! :)   

Dajcie znać, co myślicie o mojej recenzji i czy będziecie chcieli jść na film.

sobota, 17 grudnia 2016

'Ciemno, prawie noc' książka Joanny Bator

Archive

Wszelkie prawa zastrzeżone
© 2016 Epitomy of Woman

Latest Instagrams

© Epitomy Of Woman. Design by Fearne.